o reklamach, które zrobiły na mnie wrażenie i tych, które są dla mnie zupełnym nieporozumieniem o reklamach, w których się zakochałam i tych, których nienawidzę
Taki test. Kilka identycznych bliźniaków: para bliźniaków
szefów, para policjantów, młodych kobiet i młodych mężczyzn. Jeden z bliźniaków
żuje gumę, drugi jest poważny. I kilkadziesiąt pytań, na które odpowiadają
przypadkowi ludzie. Efekt: 76% bliźniaków, żujących gumę, zostało oceniona
lepiej, w stosunku do brata lub siostry bliźniaka, które gumy nie żuło.
Pierwsza moja myśl – rzeczywiście – ci z bliźniaków, którzy żuli gumę sprawia wrażenie
bardziej rozluźnionych, pogodniejszych i otwartych. Czy to oznacza „lepszych”? Niekoniecznie. Prawdopodobnie na pytania: który z nich, sprawia wrażenie,
ze ma więcej przyjaciół, a który z nich ma więcej wymyślonych przyjaciół,
odpowiedziała bym tak samo. Ale czy to, że ktoś ma więcej przyjaciół oznacza,
że jest lepszy od kogoś, kto ma ich niewiele?
Nie jestem grupą docelową tej marki, ale trzy lata temu miałam
okazję zobaczyć, ile energii i czasu pochłania mojej siostrze zajmowanie się
malutkim dzieckiem. Dlatego według mnie ta kreacja jest wyjątkowo trafiona.
Przyznajmy szczerze, jednorazowe pieluszki są stworzone
przede wszystkim dla rodziców, by dać im więcej czasu, który w tym okresie jest towarem deficytowym. Podoba mi się, że Pampers zrezygnowało z pokazywania słodkich
maluchów i wyjątkowo skupiło się na mamach. Choć reklama i tak jest mocno wyidealizowana,
bo mało która mama niemowlaka potrafi tak błogo spać.
W telewizji emitowany jest teraz nowy spot portalu Pracuj.pl
„Gratulujemy odważnym”. Oglądałam tą reklamę z kilkanaście razy na YouTube i
ciągle jej nie czułam.
Dopiero dziś, kiedy byłam ostatni dzień w mojej obecnej
pracy, kiedy odwoziłam na krześle komputer do działu IT, kiedy oddawałam kartę
wejściową, kiedy do znudzenia kolejnej osobie opowiadałam o mojej nowej pracy i
kiedy żegnałam się z wszystkimi osobami, które poznałam w pracy i polubiłam, wtedy
zrozumiałam, że jestem odważna. Dziś pod tym hasłem podpisuję się obiema rękami.
Choć sezon urlopowy dawno się skończył, ja już niecierpliwie
odliczam dni, bo za tydzień biorę kilka dni wolne i wyjeżdżam na krótkie
wakacje.
W tym momencie, kiedy powoli zaczynam myśleć o pakowaniu, o
tym co muszę zabrać, a co mogę pominąć, żeby zmieścić się w 10 kilogramach i
wymiarach 55x40x25, zastanawiam się, będę potrafiła odciąć się przez te
zaledwie kilka dni od mojego świata online – poczty, Facebooka, ulubionych portali.
Odciąć, czyli nie tylko nie sprawdzać poczty, ale zupełnie o tym nie myśleć,
zapomnieć.
I w tym momencie, kiedy powoli zaczynam myśleć o pakowaniu,
spotkałam taką małą inspirację ze Szwajcarii.
Nigdy bym nie przypuszczała, że może mi się spodobać reklama
Playstation. A teraz doczekałam tej chwili. „Perfect day” Lou Reed zmiksowane
ze scenami z walki i śpiewającymi aktorami. Ciekawe, jakie założenia
strategiczne postawiła sobie marka Playstation w tym spocie. Może kieruje się
insightem: „Mój idealny dzień, to dzień z Playstation” (co od razu przypomina
mi nieśmiertelny Sylwester z Tomb Raider), a może to nie ma wytłumaczenia, miało
być absurdalnie i jest.
Rok temu na blogu pisałam o kampanii marki rajstop Adrian z
niepełnosprawną Moniką Kuszyńską. Dziś natknęłam się na nowy billboard marki, o podobnym
wydźwięku. Choć minął rok, Adrian pozostał przy strategii, że jest marką wszystkich
kobiet, bez względu na wiek, wygląd i figurę. Tym razem na ich nowym plakacie pojawiły
się kobiety koło sześćdziesiątki z podciągniętymi wieczorowymi sukienkami. Ten
billboard jest znacznie bardziej kontrowersyjny, niż ten z zeszłego roku z
Monika Kuszyńską, która mimo, że była na wózku, wyglądała jak modelka.
Pomijając billboard, który może się podobać lub nie, mnie
wkurza coś innego. Za każdym razem, kiedy chce kupić rajstopy, rozglądam się za
rajstopami Adrian, bo bardzo polubiłam tą markę. I co? Nigdzie nie mogę ich
znaleźć. Może Adrian, zamiast rozklejać po miastach kolejne plakaty, pomyślałby
raczej o lepszej dystrybucji, która razem z promocją, ceną i produktem tworzy tradycyjny marketing-mix?
Wyobraźcie sobie, że pracujecie w agencji reklamowej i
przygotowujecie spot dla Mercedesa. W reklamie chcecie przekazać, że auta marki dają stabilność
podczas jazdy tzw: „Magic Body Control”. Moja pierwsza myśl, to akwarium z
rybką położne na siedzeniu podczas jazdy po krętej drodze. Wiem, to jest słaby
pomysł.
Jaki pomysł miała niemiecka agencja Jung von Matt? Kury.
Tańczące kury. I nigdzie nie ma ujęcia z autem.
Twórcami tego odważnego spotu są studenci Wyższej Szkoły Filmowej w Ludwigsburgu. Merdeces i jego spółka matka Daimler, odcinają się od tej reklamy i nie chcą być z nią łączeni. Myślę, że szkoda, bo pomysł, choć kontrowersyjny, jest bardzo świeży, a film dopracowany w każdym szczególe.
Nike na 25lecie istnienia sloganu „Just do it” wypuściła jubileuszowy
spot Possibilities. Możemy w nim obejrzeć gwiazdy sportu: piłkarza
Gerarda Pique, tenisistkę Serenę Williams, boksera Andre’a Ward i
koszykarza LeBron’a James. W tle usłyszymy Future Starts Slow, The Kills, który
dla mnie jest świetnym wyborem.
Mi ten spot dał olbrzymi doping. Mam wrażenie, jakby moje 5 km, które pół na pół
przebiegam i przemaszeruję to już coś, bo „If you can ran a mile, run a race” i
chcę więcej, chcę robić dwa razy, a nawet cztery razy tyle kilometrów. I wiem,
że mogę.
Zaledwie miesiąc temu Heineken wypuścił świetny viral „Departure Roulette”, a już pojawiła się kolejna odsłona kampanii o nazwie Voyage - Dropped. Niestety, ta część okazała się słaba i zmusiłam się, żeby obejrzeć do końca trzy filmy tworzące jedną historię.
Kampania Voyage skierowana jest do towarzyskich, otwartych
mężczyzn, którzy lubią przygodę i nowe doświadczenia. W części Dropped,
Heineken „zrzuca” takiego mężczyznę w „odległe miejsce na ziemi” i daje mu do
wykonania określone zadanie.
Rozczarowałam się tą częścią kampanii, bo Heineken potrafi robić dobre virale. W Dropped historia się dłuży i jest nudna, nie ma tu ani efektu zaskoczenia, ani
napięcia, jak w przypadku „Departure Roulette”. Clint Jacobs tak łatwo znalazł
grupę cyrkowców, że trudno mi uwierzyć, żeby film nie był wyreżyserowany. Poza
tym, dlaczego Polska stała się tym „odległym miejscem na ziemi”? Czy Heineken
nie wie, że leży ona w środkowej Europie?
Pewnie każdy już to widział, ale nie mogę o tym nie napisać.
Dwa dni temu Serce i Rozum świętowali 2 miliony fanów (i fanek) na Facebooku
wypuszczając nowy spot, w którym puścili oko Play i Justinowi Bieber’owi. Od
ponad trzech lat swojego istnienia nic nie stracili na poczuciu humoru.
Brand heroes marki Orange przygotowali jeszcze jedną niespodziankę dla swoich fanów. Jeśli brakuje Ci Serca albo Rozumu, to na ich fanpage'u możesz pobrać plik w formacie PDF i skleić bez kleju bohaterów.
Zobaczyłam dziś w Internecie kampanię outdoorową jednej z
najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Plakaty są bardzo zwyczajne,
proste zdjęcia ich najpopularniejszych produktów. I tylko tyle. Prawie bez
tekstu, czy logo, które można zauważyć tylko na jednym zdjęciu. Mało która marka może pozwolić sobie na taką
oszczędność. Ta może.
Kolejność zdjęć nie jest przypadkowa. Jako pierwsze umieściłam według mnie najtrudniejsze. Po którym ze zdjęć udało się Wam odgadnąć markę?
Czy zastanawiałeś/zastanawiałaś się kiedyś, jakie informacje
udostępniasz na profilach społecznościowych?
Jeśli nie, proponuję obejrzeć spot belgijskiej organizacji
Febelfin, utrzymany w stylistyce thrillera. Tom Degroote, Belg mieszkający w Burgii, przyjmuje od nieznajomej osoby
zaproszenie na Facebooku. Dzięki temu nieznajomy wyłudza od niego numer konta
bankowego i mimo że ma już dostęp do pieniędzy Toma, postanawia podszyć się pod
Toma i przejąć kontrolę nad jego życiem.
Trudno
powiedzieć, czy film jest prawdziwy czy wyreżyserowany. Mnie do jego
prawdziwości przekonuje fakt, że Tom jest człowiekiem z krwi i kości. I choć został
mimowolnie bohaterem kampanii ostrzegającej przed ujawnianiem danych, jego
profil na Facebooku nadal jest upubliczniony.
Nie znam się na autach, wcale, ale to jedna z moich
ulubionych reklam z ostatnich tygodni. Tu mamy Smart Fortwo, który nie udaje
auta, jakim nie jest. Przyznaje, że jest typowo miejski i nie radzi sobie „offroad”.
Dla równowagi najnowsza kampania Mercedesa G-Class, która fajnie
wykorzystała możliwości, jakie daje tablet.
Coca Cola Zero prowadzi od kwietnia kampanię „Uwierzysz jak
spróbujesz”
Celem kampanii jest zachęcenie konsumentów do spróbowania
Coca Coli Zero i przekonania się, że smakuje ona równie dobrze jak klasyczna
Coca Cola, przy czym nie zawiera cukru i ma zero kalorii. Najlepiej przedstawia
to ten film promocyjny
Pytałam koleżanki czy czuje różnice między Coca Cola a Coca
Colą Light lub Zero. Według niej Coca Cola z cukrem jest słodsza i jej bardziej
smakuje. Ja sama nigdy nie porównywałam smaków i nie widzę różnicy. Tak samo
nie widzę różnicy między Coca Cola a Pepsi, ale podobno jest i znam wiele osób ma
swoją ulubioną markę.
Kampania Coca Coli przypomniała mi zabawną historię, która
przytrafiła mi się pracując jako Ankieterka. Prowadziłam ślepy test smaku,
badani próbowali kilka marek napojów typu cola (Coca Cola, Pepsi, Hoop Cola i
marki własne), nie znają ich. Ankietowani nie musieli zgadywać marek, oceniali
wyłącznie smak, kolor, nagazowanie, ale większość osób, z którymi prowadziłam
badanie komentowało „To musi być Coca Cola” lub „Czy to jest Pepsi?”. Niektórzy
się mylili, niektórzy nie. Najbardziej zapamiętałam z tego testu jedną osobę.
Była to kobieta po
trzydziestce, która regularnie piła napoje typu cola i Coca Cola była jednym z
jej ulubionych. Po podaniu jej pierwszej próbki (była to Coca Cola), kobieta
skrzywiła się i powiedziała, że to jest obrzydliwie, że to musi być jakaś marka
własna, z Biedronki czy innego podobnego sklepu. Padłam, jak to usłyszałam.
Wiedziałam wtedy, że postrzeganie marki jest bardzo
ważne, że produkt to nie wszystko, że konsumenci często kupują markę, a nie
produkt, ale miałam duży dystans do tego i nie wierzyłam, że marka może mieć
taką siłę.
Po tamtym badaniu uświadomiłam sobie, że marka może mieć olbrzymi wpływ na decyzje zakupowe. Jeśli jest znana i lubiana potrafi nadać lepszy smak
i podnieść jakość zupełnie przeciętnego produktu.
Ostatnio wciągnęła mnie gra typu „czytam w Twoich myślach”
czyli mocnopomocny agent PZU, który po kilku, kilkunastu pytaniach jest w
stanie zgadnąć, o jakiej postaci myślę.
Zabawa PZU jest odpowiednikiem Akinator.com, ma również jego
licencję, przy czym jest przetłumaczona na język polski.
Przesłałam linka z zabawą do znajomego N, pisząc, że mocnopomocny agent PZU jest super i choć czasem się myli, zgadywanie przychodzi mu niesamowicie łatwo. N, który raczej jest sceptycznie nastawiony do reklam i działań marketingowych w ogóle, zgodził się ze mną, że pomysł został całkiem fajnie zrealizowany. Ale jednocześnie dodał, że „przynajmniej w jego przypadku, efekt reklamowy jest mizerny”. Jego nie zachęcił do skorzystania z usług PZU.
Chciałabym Cię przekonać N, że to tak nie działa, że ja, Ty i miliony innych ludzi kupujemy produkty i usługi pod wpływem reklam, czasem nie przyznając się do tego przed samym sobą, a nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy.
Wracając do tego konkretnego przykładu, czyli zabawy z
agentem PZU. Gra „w pytania” jest tylko jednym z działań reklamowych. Poza
stroną mocnopomocni.pl, PZU ma kanał na Youtube. Z ich reklamami można spotkać
się też w telewizji i na billboardach. Jest to o tyle ważne N, że działania
reklamowe nie są ograniczone tylko do Internetu i tej jednej zabawy, ale
prowadzone są na różnych kanałach i w różnej formie. Czyli możesz się natknąć na nie
w różnych miejscach, co powoduje, że łatwiej zapamiętasz tą kampanię.
Musisz też zwrócić uwagę N, (i to jest w tym przypadku najważniejsze) na przekaz reklamowy. Nie ma tu
wpychania jakiegoś konkretnego produktu – OC czy ubezpieczenia na życie. Działania
reklamowe mają charakter wizerunkowy. W lekki i zabawny sposób PZU komunikuje,
że ich agenci są przyjaźni i profesjonalni, co potwierdza ten film wideo:
Na stronie mocnopomocni.pl przycisk
call to action nie umożliwia zakupu polisy, ale właśnie przesłania formularza w
celu skontaktowania się z agentem. Dlatego można łatwo wywnioskować, że celem
kampanii nie jest podniesienie sprzedaży samej w sobie. Ja, Ty, czy pozostałe
osoby, które grały „w pytania” mają przede wszystkim zapamiętać , że agenci PZU
są „super”, że można liczyć na ich profesjonalną pomoc i doradztwo przy wyborze
ubezpieczenia.
Piszesz N, że Ciebie te działania nie zachęciły. OC czy
ubezpieczenie nie jest produktem pierwszej potrzeby. Jest to usługa, którą
kupuje się raz na jakiś czas i podjęcie decyzji zakupowej w tym przypadku trwa
znacznie dłużej, niż w przypadku batona czy mleka. W tym momencie zakładam, ze
nie planujesz zakupu polisy, ale być może za pół roku, lub rok, kupując OC,
pomyślisz właśnie pod wpływem tej gry, ale nie wiedząc o tym: „Hmmm,
a może skontaktuję się z PZU, oni mają dobrych agentów…” Czy myślisz N, że jest to możliwe?
Ojcowie z reklamach to najczęściej zapracowanymi mężczyźni,
których głównym zajęciem w domu jest czytanie gazety. Występują gdzieś w tle, jako nieporadni mężowie, którzy nie potrafią usuwać plam
z koszulek, choć czasem uda im się ugotować obiad według przepisu "Pomysł na".
Na szczęście czasem znajdzie się perełka wśród reklam, gdzie
tata jest tatą przez duże T. Można z nim bawić się tak dobrze, jak z najlepszym
kumplem, pogadać o dziewczynie, która się podoba i jednocześnie mieć w nim oparcie. Czyli Tata, jak w reklamie soku Robinsons http://vimeo.com/65398880 który jest zaangażowany i troskliwy. Lubię tą reklamę, za nie narzucanie się marki, za historię, którą opowiada, a najbardziej za przywołanie wspomnień z dzieciństwa.
Ostatnio, przez dużą ilości dodatkowych zajęć, brakuje mi czasu,
żeby na spokojnie napisać coś nowego na blogu, choć jest bardzo wiele kampanii wartych poświęcenia chwili i obejrzenia.
Jedną z takich jest akcja społeczna w Brazylii skierowana
do dzieci chorych na raka. Bardzo mnie wzruszyła ta akcja, szczególnie na myśl
o dzieciach, które mimo że mają niewiele lat, muszą się zmagać z ciężką chorobą.
Pomysł jest bardzo prosty i być może dodaje dzieciom wiary i siły, potrzebnej
do wyzdrowienia.